POCZĄTKI

Odkąd pamiętam, zawsze po domu kręcił się jakiś pies...

Wszystko zaczęło się od tego, że po trzynastu latach bycia ze mną odszedł mój ukochany duży mieszaniec - przybłęda (moja siostra mówiła, że to rasa "perliczka szorstkowłosa"). Ponieważ mój syn wyprowadził się - nie mogłam wziąć następnego, żeby nie zmuszać go do siedzenia po 12 godzin samego w domu. Po prostu nie miałby kto go w dzień wyprowadzać. Wtedy zobaczyłam kota Maine Coon i.... zakochałam się. Moja koleżanka z Zakopanego miała taką kocicę i postanowiłam czekać na kociaka od niej.

Czekałam prawie dwa lata i nagle w listopadowy zimny i mokry wieczór pojawił się mniej więcej 4-miesięczny kot (dachowiec), tego samego dnia, co niegdyś pies... Poszedł za mną ok. 200 m do domu i już został. Uczył mnie wytrwale, co oznaczają poszczególne miauknięcia, miny, ruchy ogona i uszu. Wydawało mi się, że jest mu źle bez towarzystwa przez cały dzień. I tak pojawiła się w moim domu ONA (dziękuję hodowli Blue Maine!). Beitiris - czarno-biała rodowodowa Maine Coon.... I otworzył się nowy świat - świat gruchań, świergotów, urywanych sopranowych "mi". I terroryzowania. Nie siedź przy komputerze, idź już spać, bo ja chcę się położyć na twoim łóżku... Wstań, bo już jestem wyspana i baw się. Pogłaszcz mnie, żebym łaskawie zaczęła jeść.... Budzenie nagle w nocy dotykiem miękkiej łapki - pogłaszcz mnie po łapkach, po brzuszku... i tak dalej... I dzikie gonitwy po małym mieszkaniu - kto zdąży szybciej na koci drapak wysokości 180 cm, a kto zostanie niżej (teraz już bój toczy się o dwa drapaki). Kto zajmie lepsze miejsce widokowe na balkonie (malutkim). Szczekanie na ptaki latające za oknem lub siedzące w karmniku. I zabawy o drugiej w nocy. Swoją drogą nigdy nie zrozumiem, jak miękkie łapki kota mogą wydawać odgłosy jak podkute kopyta konia! Bei nigdy mnie nie podrapała, nigdy nie ugryzła, nawet w zabawie. Jeśli robię coś, co jej się nie podoba (np. obcinam jej pazurki przed wystawą lub kąpię) po prostu na mnie warczy. Nie boi się niczego, nawet pracującego odkurzacza. I jest uparta! Tak uparta, że moja koleżanka mówi na nią "zołza". Bo w tym mieszkaniu rządzi moja czarnobiała piękność!

Nigdy nie przypuszczałam, że nauczę się tylu nowych rzeczy i zachowań. Teraz moje życie jest duuuużo ciekawsze i barwniejsze. Tak zachwycające, że postanowiłam kupić jeszcze jedną kocicę - oczywiście Maine Coon i zacząć hodować te duże, piękne, ćwierkające prawie jak ptaki koty.

Miło mi poinformować, że przybyła nam jeszcze jedna kocica - pięciomiesięczna szylkretowa piękność - Arizona - z hodowli MASTICOON*PL. I zaczęło się... Pobudka o 4 rano - głaskanie po twarzy i "mycie" wszystkiego, co się uda, pracowicie, szorstkim językiem. I przynoszenie piłeczki futrzanej, bo czas na zabawę. Albo "kołderka" z czterokilogramowego, ciepłego ciałka Ari.

A myślałam, że wszystkie niespodzianki już za mną!

Aktualizacje: MARISENA (MCO)
CMS by Quick.Cms | Projekt i wykonanie strony: DISEGNO STUDIO | All rights reserved! 2014